matpaty blog
::Wasze znaki::

2008
luty
styczeń
2007
grudzień
2005
wrzesień
sierpień
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2003
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2002
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
Kot daje o sobie znać
Marcel zawsze uważał, że nie można żyć w samotności. Jego ukochana przyjaciółka i platoniczna kochanka Gwiazdka dawała mu zawsze tak wiele radości, że nie umiał sobie wyobrazić, jak ktoś mógłby nie chcieć bliskości. Marcel siedzi na monitorze i grzeje się od niego oraz chłonie wibrującą elektryczność. Koniuszek jego ogona figlarnie zsuwa się na ekran i muszę go raz po raz podnosić, aby widzieć, co piszę. Marcel mruczy, a cały monitor lekko drga. Widzę nawet delikatne kółka drgań na herbacie w szklance stojącej obok monitora. Czuję również ten ruch w palcach. Marcel jest zadowolony, bo wczoraj byłam na randce - nie na spotkaniu, nie na kawie, nie w kinie, nie w parku, nie w restauracji - na randce w bibliotece. Nieznajomy, uśmiechnięty mężczyzna z tramwaju, który tak dzielnie czytał książkę mimo tłoku jest oczywiście bibliotekarzem. Ma długie, delikatne palce, pięknie utrzymane, choć zauważyłam lekkie ślady obgryzania skórek. Oczami wyobraźni widzę te dłonie czule obejmujące twarde grzbiety, delikatnie ścierające kurz z obwoluty, precyzyjnie odkładające książkę na swoje miejsce. Marcel wącha czerwoną różyczkę, którą dostałam od Jerzego. Marcel aprobuje moje postępowanie. Czeka na dalszy rozwój sytuacji, ale zaleca ostrożność. Marcel nie wie, że ja wiem jak aksamitne są szczupłe palce Jerzego. Marcel nie przypuszcza, że co czułam, kiedy chłodne opuszki dotknęły mojej twarzy. Marcel mruży oczy. Nie wie? Czy kot może o czymś nie wiedzieć?
matpaty 2008-02-13 09:53:19
skomentuj (1)
Kot wąsami wyraża aprobatę
Jest późny wieczór. Czas rozciąga się i wolno zatrzymuje. Kot znajduje sobie miejsce w pobliżu źródła ciepła, jakim jest ludzki brzuch. Mały chłopiec zmęczony zabawą i dokazywaniem zasypia zwinięty w kłębek obok mamy. Drugi kot mrucząc układa się na poduszce, tuż przy mojej głowie. Mrok gęstnieje, światła gasną, miasto cichnie.
Nie śpię.
Gdzieś na dnie życia coś się zaczyna dziać. Jeszcze ukryte, jeszcze zaspane, jeszcze zapomniane, ale wciąż żywe budzą się emocje, uczucia, potrzeby. Głębinowe ryby wspomnień wypływają bliżej powierzchni. Zakazana, inwigilowana, cenzurowana, zbita, wciąż przestraszona, ale dumna z własnej siły tęsknota za drugą osobą podnosi głowę. Obok niej, kumpel z tej samej celi, kolega z ciężkiego karceru, czyli pożądanie. Zrywają zetlałe, przerdzewiałe łańcuchy, będą kopać drzwi celi, aż się wyzwolą.
Zasypiam.
Tuż przed zaśnięciem otwieram na moment oczy. Marcel patrzy na mnie. Rusza lekko wąsami. Zaczyna mruczeć. Teraz wiem, że on również czuje tę zmianę. Zgadza się. Będzie ze mną. Pomoże.
Śpię.
matpaty 2008-01-15 10:54:37
skomentuj (0)
Kocia mowa trawa
Mrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr
Mrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr
Jak one to robią?
Marcel siedzi na mnie i mruczy tak, że wibruje niemal całe moje ciało. Drapię go pod brodą i delikatnie do niego przemawiam. Ostatnio, przez święta i takie tam byłam nieco zamotana i dopiero teraz mam chwilę, aby spokojnie poleżeć i porozmawiać z kotami. Swoją drogą Gwiazdka, mimo imienia źle zniosła wigilię, na której zjawiła się rodzina Rybaka. Prychała, chowała się i w ogóle była nieprzystępna. Teraz siedzi obok mojej głowy i też lekko mruczy. Nie takim głębokim basem, jak Marcel, ale równie niezwykle.
Marcel patrzy na mnie jakoś tak dziwnie, jakby chciał mi powiedzieć, że wie, co się dzieje.
Tylko, że ja sama nie wiem, co się dzieje....
Mrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr
A może wiem, tylko nie chcę się przed sobą przyznać?
Mrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr
Mam dość samotności? Ale przecież jest Mały Mat...
Mrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr
Potrzebuję, kogoś....
Mrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr
Uśmiechu, jak ten z tramwaju?
Mrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr
Nigdy więcej go nie widziałam.
Widziałam?
Znam go?
Kim jest?
Gdzie?
Mrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr
No tak. Nie mogło być tak łatwo. Będę szukać.

matpaty 2008-01-04 09:35:41
skomentuj (1)
Koty i ogon dwa bratanki
Uśmiech. Kocia sierść. Świat widziany oczami dziecka.
W otaczającym nas chłodzie dnia codziennego takie elementy potrafią zmienić smutny dzień w okruch szczęścia, w promień tego światła, które jest najważniejsze: światła optymizmu.
Uśmiech zobaczyłam wczoraj w tramwaju. Podniosłam wzrok znad książki spojrzałam na otaczających mnie ludzi. Obok drzwi zobaczyłam mężczyznę, który w niewiarygodnie niewygodnej pozycji, ściśnięty, przez tłok wisiał na jednej ręce, podczas, gdy drugą trzymał książkę. On również podniósł wzrok i... uśmiechnął się. Tak po prostu, tak szczerze, tak spokojnie, tak inaczej.
Kocia sierść zostaje w wannie, kiedy Marcel postanawia dobrać się do własnego ogona. My, ludzie, istoty bezogoniaste nigdy nie zrozumiemy tej dzikiej radości, kiedy można gonić w kółko za własnym ogonkiem. Marcel to uwielbia, a ja uwielbiam to obserwować. Lubił to również Mateusz.
Mały Mat podchodzi do mnie i pokazuje mi milimetrowej wielkości brudek podniesiony przed chwilą z podłogi i krzyczy: BE!
Oto jak małe problemy potrafią urosnąć, do niezwykłych rozmiarów. Patrzę na niego i z przejęciem mówię, aby mi dał ten brudek, co z ogromnym przejęciem i niesmakiem w wygiętych ustach czyni. Dziękuję mu i cieszę się, że mam takie porządne dziecko.
W jednej chwili te trzy elementy układają się w całość. Uśmiech nieznajomego, kot w beztroskiej pogoni za ogonem i chłopiec zbierający paproszki, jakby to były odpady radioaktywne tworzą mój wszechświat. Tworzą codzienność, jakiej zawsze chciałam. Wypełnia mnie spokój.
PS.
Dlaczego nie pisałam, przez ten cały czas? Nie wiem. Nie odpowiem na to.
Teraz piszę.

matpaty 2008-01-03 15:46:52
skomentuj (1)
Marcel wraca
Minęły ponad dwa lata od ostatniej notki. Mój synek jest już dużym, trzyletnim mężczyzną i ma swoje zdanie i swoje humory. Dom zmienił się nie do poznania, tylko książki i fotel Matpatego zostały bez zmian. No i oczywiście są wciąż ze mną Marcel i Gwiazdka. Kociaki i dziecko zżyły się w jeden, doskonale funkcjonujący organizm. Czasem mam wrażenie, że Mały Mat kontaktuje się z tymi zwierzakami telepatycznie, albo empatycznie. W każdym razie doskonale się rozumieją i są dla siebie bardzo dobrzy. Choć to zakrawa na absurd, nigdy się nie zdarzyło, aby Mały Mat zrobil jakąś krzywdę kotom. czasem zbyt wylewnie okazuje miłość i wówczas dostaje po głowie. Ale nie ma w tym pazurów, nie ma zębów, a trzeba przyznać, że Marcel ma sporą masę i szpony niczego sobie, więc jakby chciał, mógłby zrobić chłopcu krzywdę, a przynajmniej zadać ból.
Od dawna już nie znalazłam żadnej kartki od Mateusza. Tak, jak pisałem ostatnio, jego ślady zatarły się w codzienności. Praca, przedszkole, obiady, kolacje. Wiele w moim życiu pustki i poszukiwania, ale bez wcześniejszej zlości. Bez potrzeby znalezienia kogoś na siłę. Będzie, co ma być. Dzięki pieniądzom Mateusza udało mi się otworzyć mały interes i praca idzie całkiem spokojnie.
Zaczęłam znów pisać, bo poczuła, że mogę w ten sposob ratować codzienność, a ponieważ na jej dnie znajduje się Matpaty, dlatego nie będę zakładać nowego bloga. Nie obiecuję również notek codziennie. Ale Marcel chce wrócić i trzeba to uszanować.
matpaty 2007-12-18 09:40:13
skomentuj (0)
Zmiany w domu. Smutek i nostalgia
Dziś opowiem coś innego. W życiu mojego domu zaszała pewna zmiana. Odbywała się powolii ktoś. Kto mnie nie zna nic by nie zobaczył. Nawet koty nie mogły tego zobaczyć. Ta zmiana to wytarcie śladów po Mateuszu. Od chwili, gdy odszedł wszystkie przedmioty przynajmniej raz zmieniły swoje położenie. Nowe zapachy wywabiły ze wszystkich szpar i kątów zapach fajkowego dymu. Kwiatki zrzuciły stare liście i wypuściły nowe. Dom "odmateuszowił się". Zauważyłam to dziś, kiedy znów znalazłam żółtą karteczkę wklejoną do książki kucharskiej obok przepisu na placek ze śliwkami. Był na niej bardzo krótki tekst: Kocham Cię. Odchodzę i nie mogę nic na to poradzić. Oby Marcel i Gwiazdka zostali z Tobą na dłużej. Zrób na moją cześć taki placek. Mateusz
Przeczytawszy tę kartkę po raz pierwszy poczułam pustkę. Rozejrzałam się po domu i zrozumiałam, że on naprawdę odszedł. Płakałam, ale o wiele spokojniej niż kiedyś. Dlaczego tak się musiało stać?
matpaty 2005-09-09 16:28:20
skomentuj (3)
Każdy kot wie ile jest kotów w worku.
Witajcie. Nie pisałem dłuuugo. O wiele dłużej niż pozwala przyzwoitość i nie wiem, czy jeszcze ktoś odczyta moje słowa. Swoją drogą już nie raz was w ten sposób zawiodłam... Chyba moja natura nie pozwala mi na obowiązkowość.
Temat dziejszej notki pozornie wydaje się idiotyczny, ale zaraz się okaże, ze tak naprawde wiele znaczy.
Po pierwsze mężczyzna. Tak, pojawił się. Tak, nie ma go już. Na krótki moment moje życie nabrało barw, sił i z rozbłyskiem wybuchu na słońcu oslepiło mnie. Ten stan jednak nie okazał się trwały. Mężczyzna bowiem okazał się kotem w worku. Ułudą, a może jedną wielką obłudą? Nie, nie czuję sie wykorzystana. Robiłam z nim, co chciałam i choć na końcu to on odszedł, a ja zostałam, to wcale nie czuję się gorsza. Chyba ja też podświadomie chciałam, aby on sobie już poszedł.
Wrócił czas bez magii. Wrócił czas matki, kochanka odeszła na bok. Mały Mat jest z tego powodu bardzo zadowolony. Dostał ostatnio prezencik z okazji zbliżania się urodzin, który natychmiast zaczął obsliniać, podgryzać i machać nim jak opętany. Chłopak ma naprawdę sporo energii i co chwila ją rozładowuje na różnych przedmiotach, które z mniejszym lub większym oporem poddają się jego działalności. Niezwykły jest fakt, iż Mat nigdy nie traktuje tak kotów. Zawsze, kiedy w zasiągu jego rączek znajdzie się kocia sierść chłopiec uspokaja się. Nie jestem pewna na czym to polega, bo z kolei w stosunku do mnie nie ma żadnych oporów i co rusz łapie mnie za włosy i z radosnym piskiem ciągnie ile sił, albo wali mnie pulchną rączką prosto w nos. Tymczasem wystarczy, że kot znadzie się w pobliżu, a mały robi się spokojniejszy. Niepewnie przesuwa małą rączką po kocim futrze jakby ćwiczył głaskanie, którego jeszcze nie potrafi.
Opowiadałam o tym mojemu lekarzowi, który wyzwał mnie od wyrodnych matek-wariatek, kazał pozbyć się kotów z domu, a przynajmniej zakazać im spania w łóżeczku, bo z pewnością zaduszą dziecko. Postukałam się ostentacyjnie w czoło i wyszłam z gabinetu, aby więcej tam nie wrócić. No cóż, Marcel dzień wcześniej ostrzegał mnie, że tak będzie - pogryzł wizytówkę tej przychodni.
Wspomnę jeszcze tylko, że w czasie jak nie pisałam znalazłam kolejną karteczkę od Mateusza. Tym razem była schowana w encyklopedii i przyklejona do definicji słowa, którego szukałam - to była nazwa rośliny: araukaria. Ciekawe skąd Mateusz wiedział, że będę wlaśnie tego szukać?
Kochani na razie tyle. Jeśli to czytujecie jeszcze, to dajcie jakiś znak.
matpaty 2005-08-15 15:28:59
skomentuj (4)
,Blog Główny
Administracja

Mistrzowie bloga
Ciri Piękne kobiece pismo...

Czytelnicy
Dawniej zamotana
gerhard Podoba mi się jego zdanie...
domatorbis Równie zapracowana dusza...
Robin Jego po prostu należy czytać!!!




{smscontact}